Czasami mam wrażenie, że nie czytamy tekstów…
tylko siebie w tych tekstach.
Piszę kilka prostych zdań.
Naprawdę prostych.
Bez ukrytych znaczeń, bez filozofii na siłę.
A potem patrzę na komentarze.
Ktoś pisze o ciszy.
Ktoś zaczyna dyskusję o AI.
Ktoś ocenia, czy to ma sens.
Ktoś tłumaczy, jak „powinno się” myśleć.
I nagle widzę, że ten sam tekst…
dla każdego jest o czymś innym.
I nie — to nie jest problem czytania.
To jest coś innego.
My bardzo często nie chcemy czytać tego, co jest napisane.
Chcemy zobaczyć coś, co już mamy w głowie.
Dlatego proste rzeczy bywają najtrudniejsze.
Bo nie dają się nadinterpretować w nieskończoność.
Nie błyszczą „mądrymi słowami”.
Nie prowadzą za rękę.
Stawiają człowieka dokładnie tam, gdzie jest.
A to już nie zawsze jest wygodne.
Bo wtedy nie można się schować za teorią.
Za opinią.
Za cudzym zdaniem.
Zostajesz tylko Ty…
i kilka prostych słów.
I albo coś z nimi zrobisz,
albo zaczniesz je omijać.
Dlatego czasami patrzę na komentarze
i nie zastanawiam się, kto „zrozumiał”.
Bardziej widzę,
kto gdzie jest.
I to jest dużo ciekawsze niż sam tekst.
Bo może rozmowa nigdy nie była o tym,
co ktoś napisał.
Tylko o tym,
co drugi człowiek był gotowy w tym zobaczyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz